- że ten kraj staje się
Logopeda |tapety |Sofy
„— że... ten kraj staje się jego losem, przeląkł się owej myśli po raz pierwszy w Marmurowym Pałacu, przed zmarłym Stryjem wystawionym na widok publiczny. Wchodząc tam, sądził, że będzie
się powoli zbliżał do katafalku ustawionego w głębi jakiejś ciemnej nawy, tymczasem o mało nie wszedł na zwłoki umieszczone tuż przy wejściu, w wysokiej półokrągłej niszy podobnej do buduaru, wśród alabastrowych kadzielnic i złotych ptaków z pochylonymi dziobami. Patrzył w górę, ku małej, uróżowanej twarzy w głęboko nasadzonej koronie, spod której wymykały się siwe kosmyki, i wciąż nie mógł ochłonąć z wrażenia, że katafalk stoi tak blisko drzwi. Pod baldachimem wzniesionym na spiralnych kolumnach z malachitu paliło się dwadzieścia gromnic — purpura, złoto i ciało miały cukrowy połysk, wszystko piętrzyło się jak tort. Stał z zadartą głową, uderzony infantylnym przepychem tego namiotu żałoby, i przypominał sobie, co mu opowiadano o zajściu w cesarskim teatrze — (...kazał go podnieść adiutantom pod ręce z fotela i obserwował to z loży stojący...) — o afroncie, który w normalnych warunkach musiałby się zakończyć sprawą honorową, na przykład między huzarami w Wiedniu, ale nie w tych okolicznościach. W procedurze podboju wszystko jest afrontem, upadek przeciwnika musi być skandaliczny i prowokować do wyuzdania. A sensacyjne jest dopiero to, co pozostaje — ci, co trwają dalej, ta uporczywa obecność pogodzonych z życiem, którzy stoją nad zapadniętym miejscem sądząc, że cierpią, i wiedząc, że przestaną cierpieć.“(7)
Pozycjonowanie |Platforma cyfrowa TVP |zaklocenia.programy
„— że... ten kraj staje się jego losem, przeląkł się owej myśli po raz pierwszy w Marmurowym Pałacu, przed zmarłym Stryjem wystawionym na widok publiczny. Wchodząc tam, sądził, że będzie
się powoli zbliżał do katafalku ustawionego w głębi jakiejś ciemnej nawy, tymczasem o mało nie wszedł na zwłoki umieszczone tuż przy wejściu, w wysokiej półokrągłej niszy podobnej do buduaru, wśród alabastrowych kadzielnic i złotych ptaków z pochylonymi dziobami. Patrzył w górę, ku małej, uróżowanej twarzy w głęboko nasadzonej koronie, spod której wymykały się siwe kosmyki, i wciąż nie mógł ochłonąć z wrażenia, że katafalk stoi tak blisko drzwi. Pod baldachimem wzniesionym na spiralnych kolumnach z malachitu paliło się dwadzieścia gromnic — purpura, złoto i ciało miały cukrowy połysk, wszystko piętrzyło się jak tort. Stał z zadartą głową, uderzony infantylnym przepychem tego namiotu żałoby, i przypominał sobie, co mu opowiadano o zajściu w cesarskim teatrze — (...kazał go podnieść adiutantom pod ręce z fotela i obserwował to z loży stojący...) — o afroncie, który w normalnych warunkach musiałby się zakończyć sprawą honorową, na przykład między huzarami w Wiedniu, ale nie w tych okolicznościach. W procedurze podboju wszystko jest afrontem, upadek przeciwnika musi być skandaliczny i prowokować do wyuzdania. A sensacyjne jest dopiero to, co pozostaje — ci, co trwają dalej, ta uporczywa obecność pogodzonych z życiem, którzy stoją nad zapadniętym miejscem sądząc, że cierpią, i wiedząc, że przestaną cierpieć.“(7)
Pozycjonowanie |Platforma cyfrowa TVP |zaklocenia.programy